Auto, rower, hulajnoga – czym można jeździć „na firmę”
Wydatki na nietypowy transport w działalności gospodarczej wymagają solidnego uzasadnienia. Odpisanie zakupu hulajnogi czy rajdówki jest możliwe – kluczem do sukcesu jest właściwa dokumentacja i argumenty przedstawione przez przedsiębiorcę.
Od kilku lat (a właściwie od czasów pandemii Covid-19) utrzymuje się trend na pracę zdalną. Nic dziwnego, bo umożliwia ona nie tylko oszczędność czasu poświęconego na „dojazdy” do biura, ale także pozwala na pracę z dowolnego miejsca na świecie.
Choć praca zdalna chyba już na stałe zagościła na polskim rynku, to wciąż jest jeszcze sporo firm, które oczekują od swoich pracowników pojawiania się w biurze. W dużych miastach dojazdy do biura mogą zajmować nawet kilka godzin dziennie, wobec czego coraz bardziej popularne stają się alternatywne do samochodu środki transportu. Na ulicach polskich miast możemy spotkać osoby dojeżdżające do pracy na rowerze, hulajnodze, rolkach czy skuterze. Oczywiście zakup takiego środka transportu kosztuje, zwłaszcza że coraz częściej sięgamy po modele elektryczne (nie tylko w przypadku aut).
Także przedsiębiorcy często decydują się na zakup któregoś z ww. środków transportu. Wtedy – oprócz zagwozdki dotyczącej wyboru odpowiedniego modelu, dodatków czy ubezpieczenia – zastanawiają się, czy i które z tych pojazdów można ująć w kosztach uzyskania przychodu. Skoro bowiem dojeżdżają nimi do biur i siedzib swoich firm, to czemu nie mogliby zakwalifikować wydatków na ich zakup i użytkowanie do kosztów podatkowych?
Rower górski czy elektryczny
We wniosku o interpretację indywidualną...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)